Legolas
GotLink.plIsengardu? - spytał Merry. - Hm, hm... być może, być może. Nie wiesz, jaką mamy siłę. Czy słyszałeś o trollach? Są bardzo silni. A przecież to tylko poczwary, które za dni Wielkich Ciemności stworzył Nieprzyjaciel przedrzeźniając entów, tak samo jak na drwinę z elfów wyhodował orków. My jesteśmy od trollów silniejsi,
ścięli moje drzewa. Na próżno wywoływałem ich najmilsze imiona, nie drgnął ani jeden listek, jarzębiny nie słyszały mnie i nie odpowiadały. Leżały martwe. O, Orofarne, Lassemista, Karnimirie! Jarzębino - ktoś twój długi włos ustroił w biały kwiat. Jarzębino moja, twój lśniący strój ozdobą złotych lat. Gałązek kiść i lekki liść, łagodny szum i szept, Twój
ochłoną, kiedy przyjdzie pora na wieczorny kubek napoju. Okrutnie będziemy spragnieni. A teraz niech maszerują ze śpiewem. Daleka droga przed nami, wystarczy czasu do namysłu. Najważniejsze, że już ruszyliśmy. Przez chwilę Drzewiec maszerował śpiewając razem z innymi, potem głos zniżył do szeptu i wreszcie umilkł zupełnie. Pippin widział, że sędziwy ent
jagód czerwonych i pięknych nad podziw. Zlatywały się do nich ptaki. Lubię ptaki, nawet gadatliwe, a jarzębina ma owoców dość, żeby się z wszystkimi podzielić. Ale ptaki z czasem stały się nieprzyjazne i łapczywe, oskubywały gałęzie, zrzucały jagody na ziemię, wcale ich nie jedząc. Potem przyszli orkowie z siekierami i
czele szedł Drzewiec, za nim z pół setki współbraci, którzy postępowali dwójkami, w nogę, wyklaskując dłońmi na udach regularny rytm. Byli już tak blisko, że hobbici widzieli błysk i zielone skry w ich oczach. - Hum, hm! Ruszyliśmy hucznie, ruszyliśmy nareszcie! - zawołał Drzewiec spostrzegając Bergalada i hobbitów. - Chodźcie z
rozśpiewanego pochodu, serca biły im mocno, głowy zadzierali wysoko. Oczekiwali, że stanie się coś niezwykłego, a mimo to zdziwiło ich przeobrażenie entów. Jakby nagle runęły upusty, z dawna powstrzymywane przez potężną zaporę. - Jednakże entowie namyślili się dość szybko, prawda? - ośmielił się zagadnąć Pippin, gdy po jakimś czasie śpiew umilkł
się podniósł jak w lesie, gdy wiatr szeleści w gałęziach. Entowie zbliżali się do szczytu górskiego grzebienia i nikt już teraz nie śpiewał. Mrok zapadł, cisza ogarnęła świat. Nic nie było słychać prócz głuchego dudnienia ziemi pod stopami gromady entów i cichego szelestu, jak gdyby tysięcy spadających liści. Wreszcie stanęli
przegryźli coś niecoś na śniadanie, a teraz, skoro się rozwidniło, zamierzali przeszukać znów teren w nadziei, że odnajdą jakiś ślad hobbitów. - A nie zapominajmy o tym staruchu - rzekł Gimli. - Byłbym spokojniejszy, gdybym zobaczył odcisk jego butów na ziemi. - Dlaczego to miałoby cię uspokoić? - spytał Legolas. - Dlatego, że