Władca

Legolas

GotLink.pl blog
Wierszyki
Kartki świąteczne
orange bramka
Kolędy

nagie zbocza, przez które dopiero co szli, falowały gęstym lasem. Ten las poruszał się, sunął naprzód! Czyżby drzewa Fangornu obudziły się, czyżby cała puszcza ruszyła ku górom na wojnę? Pippin przetarł oczy myśląc, że łudzi go sen i zmierzch. Ale wciąż widział ogromne szare postacie wytrwale maszerujące pod górę. Szum

Isengardu? - spytał Merry. - Hm, hm... być może, być może. Nie wiesz, jaką mamy siłę. Czy słyszałeś o trollach? Są bardzo silni. A przecież to tylko poczwary, które za dni Wielkich Ciemności stworzył Nieprzyjaciel przedrzeźniając entów, tak samo jak na drwinę z elfów wyhodował orków. My jesteśmy od trollów silniejsi,

Schylił się i z kępy trawy wyciągnął krótki, zębaty sztylet, wdeptany w ziemię jak gdyby ciężkim butem. Trzonek, z którego wyrwano ostrze, leżał opodal. - To broń orka - rzekł Gimli trzymając sztylet ostrożnie i przyglądając się z odrazą rzeźbionemu trzonkowi. Wyobrażał szkaradną głowę z kosymi oczyma i szyderczym uśmiechem. -

Oto najdziwniejsza z wszystkich dotychczasowych zagadek! - wykrzyknął Legolas. - Spętany jeniec umyka zarówno orkom jak i oblegającym ich jeźdźcom. Zatrzymuje się w otwartym polu i przecina swoje pęta orkowym sztyletem. Jak to zrobił? Dlaczego? Jeżeli nogi miał skrępowane, jakim sposobem doszedł aż tutaj? A jeżeli miał związane ręce, jak

Isengardu? - spytał Merry. - Hm, hm... być może, być może. Nie wiesz, jaką mamy siłę. Czy słyszałeś o trollach? Są bardzo silni. A przecież to tylko poczwary, które za dni Wielkich Ciemności stworzył Nieprzyjaciel przedrzeźniając entów, tak samo jak na drwinę z elfów wyhodował orków. My jesteśmy od trollów silniejsi,

chwilami jeden wybijał się nagle ponad milknący chór wysoką, żywą nutą. Bregalad tymczasem po cichu, niemal szeptem wciąż coś opowiadał w swojej rodzinnej mowie. Hobbici dowiedzieli się, że nowy przyjaciel należy do rodu Okorca i że kraina, którą dawniej zamieszkiwał, została spustoszona. Toteż nie potrzebowali już pytać, dlaczego Żwawiec jest

to opadały, niekiedy donośne i silne, niekiedy ciche i smutne, chwilami przyspieszając rytm, a chwilami zwalniając uroczyście, jakby zawodziły pieśń żałobną. Druga noc nadeszła, lecz entowie radzili dalej pod chmurami, które z wiatrem mknęły po niebie, w niepewnym, mrugającym świetle gwiazd. Trzeci dzień wstał chłodny i wietrzny. O świcie głosy wiecujących

ochłoną, kiedy przyjdzie pora na wieczorny kubek napoju. Okrutnie będziemy spragnieni. A teraz niech maszerują ze śpiewem. Daleka droga przed nami, wystarczy czasu do namysłu. Najważniejsze, że już ruszyliśmy. Przez chwilę Drzewiec maszerował śpiewając razem z innymi, potem głos zniżył do szeptu i wreszcie umilkł zupełnie. Pippin widział, że sędziwy ent