Legolas
GotLink.pl bramka erabramka sms orange
Boże Narodzenie
strony prawnicze
Sennik
trafili na żaden ślad tutaj, między obozowiskiem a skrajem lasu, przeszukamy po raz ostatni pobojowisko, przetrząśniemy nawet popioły. Ale tam niewiele można się spodziewać. Jeźdźcy Rohanu zbyt dobrze wykonali swoją robotę. Przez czas jakiś wszyscy trzej czołgali się obmacując dokładnie grunt. Drzewa stały nad nimi posępne, suche liście zwisały bezwładnie, szeleszcząc
przegryźli coś niecoś na śniadanie, a teraz, skoro się rozwidniło, zamierzali przeszukać znów teren w nadziei, że odnajdą jakiś ślad hobbitów. - A nie zapominajmy o tym staruchu - rzekł Gimli. - Byłbym spokojniejszy, gdybym zobaczył odcisk jego butów na ziemi. - Dlaczego to miałoby cię uspokoić? - spytał Legolas. - Dlatego, że
na szczycie i spojrzeli w dół, w czarną przepaść: pod ich stopami u końca górskiego łańcucha ział głęboki kocioł, Nan Kurunir, Dolina Sarumana. - Noc leży nad Isengardem - rzekł Drzewiec. Rozdział 5 Biały jeździec - P rzemarzłem do szpiku kości - powiedział Gimli zabijając ramiona i przytupując. Nareszcie wstał dzień. O świcie wędrowcy
dzień spędzili również w towarzystwie Żwawca, lecz nie oddalali się od jego domu. Wiele godzin przesiedzieli w milczeniu w zacisznym kącie pod skarpą, wiatr bowiem dmuchał chłodem, a ciemne chmury nisko zawisły nad stropem lasu. Słońce z rzadka tylko przeświecało, w oddali zaś głosy wiecujących entów wciąż to podnosiły się,
dzień spędzili również w towarzystwie Żwawca, lecz nie oddalali się od jego domu. Wiele godzin przesiedzieli w milczeniu w zacisznym kącie pod skarpą, wiatr bowiem dmuchał chłodem, a ciemne chmury nisko zawisły nad stropem lasu. Słońce z rzadka tylko przeświecało, w oddali zaś głosy wiecujących entów wciąż to podnosiły się,
rozśpiewanego pochodu, serca biły im mocno, głowy zadzierali wysoko. Oczekiwali, że stanie się coś niezwykłego, a mimo to zdziwiło ich przeobrażenie entów. Jakby nagle runęły upusty, z dawna powstrzymywane przez potężną zaporę. - Jednakże entowie namyślili się dość szybko, prawda? - ośmielił się zagadnąć Pippin, gdy po jakimś czasie śpiew umilkł
się podniósł jak w lesie, gdy wiatr szeleści w gałęziach. Entowie zbliżali się do szczytu górskiego grzebienia i nikt już teraz nie śpiewał. Mrok zapadł, cisza ogarnęła świat. Nic nie było słychać prócz głuchego dudnienia ziemi pod stopami gromady entów i cichego szelestu, jak gdyby tysięcy spadających liści. Wreszcie stanęli
przegryźli coś niecoś na śniadanie, a teraz, skoro się rozwidniło, zamierzali przeszukać znów teren w nadziei, że odnajdą jakiś ślad hobbitów. - A nie zapominajmy o tym staruchu - rzekł Gimli. - Byłbym spokojniejszy, gdybym zobaczył odcisk jego butów na ziemi. - Dlaczego to miałoby cię uspokoić? - spytał Legolas. - Dlatego, że