Władca

Legolas

GotLink.pl telewizja internetowa
Święta
bramka sms
sms orange
Obrazki

trafili na żaden ślad tutaj, między obozowiskiem a skrajem lasu, przeszukamy po raz ostatni pobojowisko, przetrząśniemy nawet popioły. Ale tam niewiele można się spodziewać. Jeźdźcy Rohanu zbyt dobrze wykonali swoją robotę. Przez czas jakiś wszyscy trzej czołgali się obmacując dokładnie grunt. Drzewa stały nad nimi posępne, suche liście zwisały bezwładnie, szeleszcząc

przegryźli coś niecoś na śniadanie, a teraz, skoro się rozwidniło, zamierzali przeszukać znów teren w nadziei, że odnajdą jakiś ślad hobbitów. - A nie zapominajmy o tym staruchu - rzekł Gimli. - Byłbym spokojniejszy, gdybym zobaczył odcisk jego butów na ziemi. - Dlaczego to miałoby cię uspokoić? - spytał Legolas. - Dlatego, że

piecach. To nas najbardziej zgniewało, a także zdradziecki postępek sąsiada, który powinien był nas wspierać. Od czarodziejów wymaga się czegoś więcej, i zazwyczaj inaczej też postępują. na taką zdradę nie ma dość strasznej klątwy, dość nikczemnej nazwy w języku elfów, entów ani ludzi. Precz z Sarumanem! - Czy naprawdę rozwalicie bramy

będziemy zgadywać. Zaczniemy tutaj, w pobliżu miejsca naszego popasu; przeszukajmy dokładnie najbliższą okolicę, posuwając się w górę zbocza pod las. Cokolwiek byśmy myśleli o naszym nocnym gościu, mamy przed sobą ważniejsze zadanie: odnaleźć hobbitów. Jeżeli szczęśliwym przypadkiem zdołali uciec, musieli ukryć się wśród drzew, inaczej by ich dostrzeżono. Gdybyśmy nie

chwilami jeden wybijał się nagle ponad milknący chór wysoką, żywą nutą. Bregalad tymczasem po cichu, niemal szeptem wciąż coś opowiadał w swojej rodzinnej mowie. Hobbici dowiedzieli się, że nowy przyjaciel należy do rodu Okorca i że kraina, którą dawniej zamieszkiwał, została spustoszona. Toteż nie potrzebowali już pytać, dlaczego Żwawiec jest

to opadały, niekiedy donośne i silne, niekiedy ciche i smutne, chwilami przyspieszając rytm, a chwilami zwalniając uroczyście, jakby zawodziły pieśń żałobną. Druga noc nadeszła, lecz entowie radzili dalej pod chmurami, które z wiatrem mknęły po niebie, w niepewnym, mrugającym świetle gwiazd. Trzeci dzień wstał chłodny i wietrzny. O świcie głosy wiecujących

ochłoną, kiedy przyjdzie pora na wieczorny kubek napoju. Okrutnie będziemy spragnieni. A teraz niech maszerują ze śpiewem. Daleka droga przed nami, wystarczy czasu do namysłu. Najważniejsze, że już ruszyliśmy. Przez chwilę Drzewiec maszerował śpiewając razem z innymi, potem głos zniżył do szeptu i wreszcie umilkł zupełnie. Pippin widział, że sędziwy ent